Wybory
by Paweł K.

Czy cieszysz się, że masz gorączkę? No tak, lepsze to niż kiła.

I znowu ptak, a jak ptak to ptasia grypa pewnie się szykuje, ale Donald to kreskówka, co nie tak łatwo będzie gumką zetrzeć. Nie, nie głosowałem, a wstałem z zamiarem.

Pierwszy raz obudziłem się w niedzielę rano, w klubie, gdzie party było grane. Otwieram oko, dłoń w majtki: dupa nierozjebana, luz, bo i tak bym nic nie pamiętał, buty równo ustawione. Pani z panem, sprzątajacy stoliki czyszczą. "Proszę nie czyścić tego białego, ja wyczyszczę, zliżę natrę sobie węzły chłonne" - nie posłuchali. Potem się okazało, że to Jehowi w rybie ucho dymani, że jak sprzątają, to sprzątają. No chuj, wstałem i do domu, na Floriańską, słońce napierdala po gałach, szczyna z bramy jebie w nos. Pod pomnikiem Czterech Śpiacych zastanawiam się czy nie zostać z chłopakami, a ludzie napierają, nigdy niedziele nie były takie ludne. Idę pod pomnik kapeli i wysyłam sms, a po chwili
ta ostatnia niedziela się rozlega, browar w ręku, dziewiąta na zegarze i znowu mi się kojarzy i wiem, że muszę zagłosować.

Ledwo do domu, moi dobroczyńcy już na nogach, a ja do pokoju, nie, nie wiem gdzie jest Wojtek, a nie przyszedł ze mną?? Odwracam się, żeby się upewnić... Trochę leżę, zamykam oczy. Scena w jakimś klubie, a ja poprawiam sukienkę, czarna obcisła, coś mi nie gra, podchodzę do perkusisty, patrzę mu w talerze, a on: "no co ty Aga tak się lampisz w te gary, weź dawaj czadu. NO dobra i słyszę: Chylińska, Chylińska, Chylińska. Oż kurwa, jak ja mam śpiewać, przecież żeby, ale jadę:

Nie rozumiesz mnie
nie rozumiem cię
To nie może dłużej trwać, z życia trzeba brać
mordujemy się.
Na domysłach wszystko kończy się:
kłamstwa cienka nić jak my mamy żyć.
razem dobrze pić, do momentu, gdy znów nie wyjdzie zły.
ja zamykam się ty wyważasz drzwi.

Gdy na szyi fakt, może to jest znak, że nie można już
łączyć naszych nóg, wrogi każdy ruch
gdy szczerości znak, znowu coś nie tak.
Wszystko jest nie tak.
Nie mam siły, więc rozejdźmy się
już nie patrzmy na M jak zgniłość.
Pa

Brawa i jeszcze raz brawa, a ja dumna, że nawet bez zęba są brawa.

Budzę się albo otwieram oczy, patrzę w sufit nuda, patrzę na podłogę, bałagan. Szybka kąpiel i na wybory, na Saska Kępa, do technikum kontrwywiadu, do Łączności, ale najpierw się podjebać z lekka, żeby skreślić. Pierwsza wódka w Bistro, ależ kurwa ciepła, do tego awanturka, kurwa ja nie mam zęba, za twarda. Spacer Nowym Światem i do baru na wódkę wiśniową, ale bar za 40 minut otwierają, więc trochę mi się nerwowo robi. I nagle genialny pomysł, najlepsze aftery są w Lustrze. Idę się przejrzeć. Jest czternasta, piekło za piętnaście zeta. A tam dudni wesoło, że się sam uśmiecham do siebie, bo nie ma do kogo.

Chudzi chłopcy, dziewczyny z Serocka co za torbę stawiasz jej klocka, ale mi się jakoś nie chce srać tej pięknej październikowej niedzieli. Ktoś mi stawia wódkę. Zagaduje ze mną. Młodzież i koledzy bliżej mojego wieku. Wybieram kolegów z mojego przedziału. Wiesz, mowię, dymać mi się chce, a on że tak to już jest. Ja, że nie rozumiem, że co on proponuje. On wskazuje dupę opiętą miniówą, ta za torbę daje. Kurwa, znowu za torbę, co to kurwa kolekcjonerka torebek, a za plecak by dała, albo za pończochy lub za kosmetyczkę ze stadionu, co jeszcze jest otwarty. Nie chcę się puścić z torbami. Dupa się odwraca, puszcza oko, łapię je w górze, a ona żebym oddał, ja że oddam jak na dymanko pójdzie ze mną i z moim kolegą poznanym, co hetero, ale już się dał wymacać w kiblu. Ona się namyśla, a ja już oko chowam. No dooobra. Ty, lolo, szturcham łokciem, dupa
wilgotna chce się dymać ze mną i z tobą. Wchodzę. Oddaję oko, nie będę dymał cyklopa. Wychodzimy w światła Warszawy, to tu obok, mówi koleżka, co se cały czas chuja przez spodnie ugniata, idziemy do kamienicy z widokiem na Nowego Świata. Torba na stół, nachy w dół. Zaraz się porzygam, gdzie jest fotograf z magazynu PARTY. Wychodzę do kuchni, włączam radio: za trzy godziny punkty wyborcze zostaną zamknięte, masz ci jacku placek. Wracam do pokoju. Kolo wypięty, dupa z chujem przypiętym liże mu rowa. Podchodzę zdrowa ślina na rękę i trzy palce w dupę, nie tak znowu rozjebaną, przecież to heteryk. Dawaj mała, dawaj, lolo z popersem przy nosie. No dobra, więc wyjmuję chuj na brodę, a ojciec dzieciom już połykiem zadowolony. I ciągnie w ten wyborczy wieczór, co będzie pamiętał długo i tak jakoś ciągnie i mu się podoba, że mówi, żeby dupa sobie do kuchni poszła i poczytała, co tam znajdzie, a ona się drze z kuchni, że tam nic oprócz Nowej Wsi z 87 roku nie ma. To zobacz, czy tam matki zdjęcia nie ma. Nie ma. Chłopak mówi, że on już z chujem z plastiku się jebać nie będzie, czy załaduję mu prawdziwego. Mówię, że mój taki średnio prawdziwy, jak ja sam, ale dam radę. Nabijam i jadę zaczynam jak WKD do Brwinowa, a kończę jak karuzela na wesołym miasteczku, co nie ma zmiłuj nie wysiądziesz, a zapierdala równo, całe szczęście mam tylko jeden żeton, a on z chuja zeskoczył i dawaj ciągnąć, a ja nie wiem o co chodzi, zapominam jak Bogacka ma na imię. Obraza uczuć symbolicznych. Łyka to wszystko jebany, ach żeby to twoja żona widziała, codziennie byś łykał. Na koniec z chujem w ręku, czy mu nie obciągnę, a ja, że stary ząb mi wyjebali i rana otwarta, sam rozumiesz, ja tam się nie pytam, czy do Tajlandii na drug queen down syndrom turystykę nie jeździsz. Nic tu po mnie. Łykaj zdrów!

A potem Saska Kępa, gdzie zasypiam i już nic mi się śni, Marta mnie budzi o jedenastej, wstawaj, wstawaj nie ma pisu, jedziemy pić, a ja patrzę, czy ona chuja z plastiku gdzieś tam nie ma, żeby mnie wydymać za głosu nie oddanie. Taksówka i znowu w te same rejony, kokos spada z palmy, rozbija mi się o uszy. Justyna Steczkowska zapierdala goła Nowym Światem, Szczepanik za ręke z Bliźniakiem, Dałkowska przeprasza. Willas powróci, będzie mieszkała u Szczepkowskiej. Anty-pisowska kwiaciarka rozdaje kwiaty, wielka Terentiew na gmachu telewizji jak godzilla. Już nie puści, już nie będzie pościć. Jutro znowu dentysta. A dzisiaj gorączka, w śpiworze z termoforem, z laptopem na kolanach. Fabryka herbaty. Już drugi dzień nie poszedłem do pracy, ale zaraz się zbiorę i pójdę nawet jeśli miałbym zarażać, bo za chorobę płacą 14jebanych za dzień, ale nie mam siły.

 

powrót

© 2007 BarMleczny.com